Legalni bukmacherzy  1) www.fezbet.com Bonus powitalny 2000 PLN od FezBet
2) www.vodds.com Bonus powitalny €/£ 100 od Vodds
2) www.Superbet.pl - bonus na start 600 zł
3) www.PZBuk.pl - Cashback 200 zł
4) www.eFortuna.pl - Freebet 20 zł, cashback 210 zł i bonus 2000 zł
5) www.STS.pl - Freebet 20 zł i bonus 1200 zł
6) www.iForbet.pl - Bonus 2000 zł + extra 50 zł
7) www.LVBET.pl - Freebet 20 zł + bonus 1000 zł

Polecani typerzy
 TOP 6 bonusów bukmacherskich:  3100 zł na start - więcej na www.Betfan.pl
600 zł na start - więcej na www.Superbet.pl
Cashback 200 zł - więcej na www.PZBuk.pl
2230 zł na start - więcej na www.efortuna.pl
Freebet 25 zł i bonus 1200 zł - więcej na www.sts.pl
2000 zł + extra 50 zł - więcej na www.iforbet.pl

Autor: aquakksBramki strzelone w ostatnich minutach meczu Gole w końcówkach, które zmieniły oblicze futbolu

W piłce nożnej są rzeczy, które łączą kibiców. Może to być sympatia do tej samej drużyny. Istnieją też takie, które ich dzielą, przykładowo: decyzje sędziowskie. Zdarzają się jednak takie sytuacje, które są uwielbiane przez wszystkich fanów sportu. Pierwszą z nich jest, gdy słabszy triumfuje, a drugą są decydujące bramki w ostatniej fazie meczu. Zdecydowanie częściej zdarza się, że nic konkretnego nie dzieje się w końcówkach spotkań, ale to tylko potęguje euforię goli w ostatnim momencie ważnego spotkania. Piękno piłki wychodzi właśnie w takich momentach, ale że nie zdarzają się one często, nie znaczy, że było ich mało. Najsłynniejszą historią jest oczywiście wygrana Manchesteru United z Bayernem Monachium, ale my skupimy się na bardziej współczesnych przypadkach. Oto kluczowe bramki, które odmieniły bieg historii tego sportu.

Ciarki za każdym razem
 
Pierwszą sytuacją, która przychodzi mi na myśl, jest mecz decydujący o mistrzostwie Anglii pomiędzy Manchesterem City i Manchesterem United. The Citizens mieli szansę na pierwszy tytuł od 44 lat, a United walczyli o jego obronienie. Obie ekipy szły łeb w łeb, a na ostatniej prostej piłkarze Roberto Manciniego pokonali rywali zza miedzy 1:0 i wyprzedzili ich w tabeli dzięki lepszemu stosunkowi bramek. Oznaczało to, że w 38. serii spotkań kolejność obu zespołów może ulec zmianie w każdym momencie, bo oczywiście oba swoje spotkania rozgrywali równolegle. Podopieczni sir Alexa Fergusona w Sunderlandzie, a „Obywatele” podejmowali na Etihad Stadium Queens Park Rangers, które walczyło o utrzymanie. Nikt nie zamierzał się przed nikim położyć, więc trzeba było zapracować na swój sukces.
 
W 20. minucie na Stadium of Light gola głową dla „Czerwonych Diabłów” zdobył Wayne Rooney. Manchester w tabeli na żywo wskoczył na pierwsze miejsce, ale nie na długo. W 39. minucie na Etihad prowadzenie gospodarzom dał Pablo Zabaleta i do przerwy na najwyższym stopniu podium gościło City. W drugiej odsłonie wszystko jednak szybko uległo zmianie. QPR za sprawą Djibrila Cisse doprowadziło do wyrównania, a chwilę później z boiska wyleciał ich kapitan. Po 10 minutach gry w osłabieniu nieoczekiwanie londyńczycy wyszli na prowadzenie dzięki trafieniu Jaimiego Mackiego. W Sunderlandzie wciąż prowadziło United, więc City potrzebowało dwóch goli, żeby sięgnąć po najważniejsze trofeum w Anglii. Regulaminowy czas gry upłynął, a na tablicy wyników wciąż widniało 1:2 dla Rangersów. Wtedy City wywalczyło rzut rożny, z którego David Silva dośrodkował prosto na głowę Edina Dzeko, który doprowadził do remisu. W Sunderlandzie mecz dobiegł końca i United zainkasowało trzy punkty, co przy remisie w Manchesterze dawało im upragniony tytuł.
 
Los miał jednak inny plan na to popołudnie. Taki, żeby przeszło ono do historii Premier League. Piłkarze QPR bronili się głęboko na własnej połowie i to był ich błąd. City dwoma podaniami znalazło się pod polem karnym rywali i później Mario Balotelli wyłożył piłkę do Sergio Aguero. Argentyńczyk uciekł obrońcom i był na czystej pozycji do strzału, więc mocnym uderzeniem umieścił piłkę w siatce. Stadion eksplodował, kibice oszaleli, a Andrzej Twarowski za mikrofonem stracił głos od wykrzykiwania nazwiska strzelca. Niemożliwe stało się faktem i The Citizens wrócili na mistrzowski tron po 44 latach. Taki scenariusz w reżyserowanym filmie byłby potraktowany, jako zbytnie podkolorowanie sytuacji. W sporcie przyjęte zostało jako przepiękna historia. Swoją drogą Ci, którzy tego dnia typowali spotkania obydwu klubów z Manchesteru musieli nabawić się w ostatnich minutach spotkania siwych włosów. Z kolei legalni bukmacherzy notowali wówczas rekordowe zyski, bo kibice każdej ze stron stawiali ogromne pieniądze na to, że ich drużyna zdobędzie tytuł mistrzowski.

The Blues w drodze po europejskie puchary
 
W latach 2012-2013 Chelsea należała do najlepszych drużyn w Europie. Nie przez przypadek wystąpiła w dwóch finałach największych europejskich rozgrywek dwukrotnie z rzędu. W 2012 piłkarze pod wodzą Roberto Di Matteo zmierzyli się w finale Ligi Mistrzów z Bayernem Monachium. Faworytem byli „Bawarczycy”, ponieważ najważniejszy mecz był rozgrywany w ich mieście. Przez długi czas kibice nie oglądali bramek. Monachijczycy przeważali, ale nie mogli znaleźć sposobu na Petra Cecha. Aż do 83. minuty kiedy to wrzutkę Toniego Kroosa na gola zamienił Thomas Mueller. Wydawało się, że Bayern sięgnie po puchar Europy, ale rzut rożny kilka minut później znów doprowadził do stanu remisowego. Dośrodkowanie Juana Maty potężnym strzałem głową wykończył Didier Drogba i dał drugie życie londyńczykom. Iworyjczyk nie spisał się za to w dogrywce, kiedy sfaulował Franka Ribery’ego w polu karnym. Na jego szczęście Cech ponownie stanął na wysokości zadania i obronił jedenastkę wykonywaną przez Arjena Robbena. Musiały rozstrzygnąć rzuty z punktu karnego i w nich lepsza okazała się Chelsea, a gwóźdź do trumny Bayernu wbił nie kto inny jak Drogba.
 
Rok później The Blues znów grali w finale, ale tym razem Ligi Europy. Przeciwnikiem była portugalska Benfica, więc spotykały się dwie ekipy, które odpadły z Champions League zajmując trzecie miejsce w swoich grupach. Pojedynek był bardzo zacięty, ale w 60. minucie Fernando Torres ograł bramkarza rywali i stanął przed pustą bramką, więc z łatwością dał prowadzenie swojej drużynie. Jego rodak Cesar Azpilicueta bezmyślnym zagraniem ręką dał rzut karny przeciwnikom, a na gola zamienił go Oscar Cardozo. Po tym żaden z zespołów nie był w stanie przechylić szali na swoją korzyść i kibice szykowali się do dogrywki. Wtem przyszedł podobnie jak rok wcześniej rzut rożny. Dośrodkowanie trafiło na głowę Branislava Ivanovicia, który skontrował futbolówkę, a ta trafiła prosto do celu. The Blues ponownie zatriumfowali, sięgając po drugi europejski puchar
z rzędu.
 
Gol, który tchnął świeże siły
 
Przez długie lata w czasach dominacji Hiszpanów w światowej piłce kibice oczekiwali na hiszpański finał Ligi Mistrzów. Oczywiście w roli głównej miałyby wystąpić Real Madryt i FC Barcelona, ale do takiego pojedynku w finale nigdy nie doszło. Miejsce Katalończyków zajęła bowiem inna ekipa z Madrytu, czyli Atletico. To piłkarze Diego Simeone mieli w Lizbonie podjąć rękawicę Los Blancos. W 36. minucie zamieszanie w szesnastce wykorzystał Diego Godin, który szczęśliwie pokonał Ikera Casillasa i dał wymarzone prowadzenie Rojiblancos. Real robił wszystko, by doprowadzić do wyrównania, ale zwarte szyki obronne Atletico i dobra postawa Thibauta Courtois’a w bramce były nie do przebicia. Wszystko wskazywało na to, że po najcenniejszy puchar sięgnie Atletico Madryt, bo po 90 minutach wciąż było 1:0. W doliczonym czasie gry „Królewscy” wywalczyli rzut rożny, który wykonał Luka Modrić. Wrzucił prosto na głowę Sergio Ramosa, który posłał piłkę poza zasięgiem ramion belgijskiego golkipera i konieczna była dogrywka.
 
Gol Ramosa wywołał niespodziewane skutki. Podopieczni Carlo Ancelottiego zaczęli grać jak
z nut, z kolei Atletico kompletnie się posypało. Kolejno bramki strzelali Gareth Bale, Marcelo, a na sam koniec przeciwników dobił Cristiano Ronaldo. Real wygrał ostatecznie 4:1 i można mieć wątpliwość czy był to zacięty pojedynek, ale najważniejsze trafienie tego meczu należało do Sergio Ramosa, bez którego puchar znalazłby się w innej części Madrytu. Bramka hiszpańskiego obrońcy dała nowe siły piłkarzom Realu i okazała się być kluczowym momentem do odwrócenia losów tamtego spotkania.
 
Finały lubią dramaty
 
Ostatnim finałem na naszym rozkładzie jest ten z ubiegłych mistrzostw Europy w 2016 roku. Średnio spisująca się na tym turnieju Portugalia przebrnęła przez wszystkie mecze i zameldowała się w finale, gdzie czekała na nich Francja. Gospodarze byli faworytami, ale jak wiadomo w finale wszystko zdarzyć się może i był to zacięty mecz, mimo że ze składu Selecaos wypadł Cristiano Ronaldo już po 20 minutach gry. Z obydwu stron sunął atak za atakiem, ale kapitalnie prezentowali się obydwaj bramkarze, czyli Hugo Lloris i Rui Patricio. Bliżej decydującego trafienia byli Francuzi, ale raz minimalnie pomylił się Griezmann, a później Gignac ustrzelił tylko słupek. Francja była blisko, ale nie mogła postawić kropki nad „i”. Doszło do dogrywki i trzeba było rozegrać kolejne pół godziny. W tym czasie mało kto spodziewał się rozstrzygnięcia i oczekiwano raczej na konkurs jedenastek. Nie doczekali się.
 
Do gry pod koniec regulaminowego czasu wszedł rezerwowy Eder. Napastnik Portugalii nie przyzwyczaił kibiców do dryblerskich popisów czy potężnych strzałów z dystansu, ale w Paryżu tamtego wieczora było inaczej. Znakomicie osłaniał piłkę, przesuwając się z nią do środka boiska,
a gdy już znalazł się naprzeciw bramki huknął z daleka i to w taki sposób, że Lloris nie dał rady jej dosięgnąć. Bierna postawa obrońców i spryt Edera pozwolił Portugalczykom na znalezienie drogi do bramki przeciwników. Ostatecznie dowieźli jednobramkowe prowadzenie i sięgnęli po mistrzostwo kontynentu.

Przeczytany 353 razy.

«« Lista artykułów

TYPERSI.PL | Bonusy24.pl

UWAGA! Serwis Typuje.pl ma charakter informacyjny i rozrywkowy, nie nakłaniamy i nie zachęcamy do uprawiania hazardu. U nas zabawa jest za darmo. Z serwisu korzystasz na własną odpowiedzialność i ryzyko.

+18 Hazard może uzależniać. Graj odpowiedzialnie. Serwis przeznaczony TYLKO dla osób które skończyły 18 lat. Zakłady bukmacherskie nieodłącznie związane są w ryzykiem. Jeśli zauważyłeś u siebie objawy uzależnienia skontaktuj się z serwisami oferującymi pomoc w wyjściu z nałogu hazardowego.



Fortuna online zakłady bukmacherskie sp. z o.o. - legalny bukmacher działający w Polsce na podstawie zezwolenia na urządzanie zakładów wzajemnych. Graj rozważnie, hazard może uzależniać. Za udział w nielegalnych grach hazardowych grożą konsekwencję prawne. Zezwolenie MF nr SC/12/7251/10/WKC/11-12/5565;
Milenium Zakłady Bukmacherskie - zezwolenie MF nr SC/12/7251/17-7/ARP/BMB/2011/BMI9-10599;
Star-Typ Sport Zakłady Wzajemne Sp. z o.o. - zezwolenie nr SC/12/7251/11-6/KLE/2011/5540/12;
TOTOLOTEK S.A. - zezwolenie nr AG/9/7251/8/LBU/2012/2013/RD61485;
E-TOTO Zakłady Bukmacherskie Sp. z o.o. - zezwolenie nr AG9(RG3)/7251/15/KLE/2013/17;
forBET Zakłady Bukmacherskie Sp. z o.o. - zezwolenie nr PS4.6831.10.2016;
LV BET Zakłady Bukmacherskie Sp. z o.o. - zezwolenie nr PS4.6831.9.2016.EQK
Cherry Online Polska Sp. z o.o. - zezwolenie z dnia 28 czerwca 2018 r. nr PS4.6831.26.2017.
BEM Operations Limited - zezwolenie z dnia 26 września 2018 r. nr PS4.6831.11.2017